O firmie - Polanik

www.onet.pl
Anita Włodarczyk w rozmowie z Eurosport.Onet.pl tuż przed 15. Mistrzostwami Świata (22-30.08.2015):
Weźmie pani swój młot do Pekinu?
- Nie. Na mistrzostwach świata możemy korzystać tylko ze sprzętu dostarczonego przez organizatora. Z tego jednak co wiem, to mają być tam młoty z polskiej firmy Polanik, a ja zawsze na dużych imprezach rzucam właśnie Polanikiem. To dla mnie szczęśliwe młoty.
Przypominamy, że niedawno Pani Anita naszym młotem poprawiła swój własny rekord świata i zachęcamy do lektury całego wywiadu.

c_400_437_1250067_00_images_Anita_Wlodarczyk_Onet.JPGJak spędziła pani ostatnie dni przed wylotem na mistrzostwa świata w Pekinie?

- W ostatnich dniach zeszliśmy już z tych większych obciążeń. Nie oddawałam też już tak dużo rzutów. Było ich znacznie mniej niż w okresie wytężonej pracy. Co ciekawe w Cetniewie spędziłam aż 48 dni. To był chyba najdłuższy obóz w mojej karierze.

Czuje już pani świeżość, czy ona dopiero ma przyjść przed startem w Pekinie?

- Czuję się już naprawdę fajnie. Organizm jest wypoczęty, choć przecież codziennie trenuję.

A co z presją? Daje sobie pani z nią radę? Przecież leci pani do Pekinu w roli zdecydowanej faworytki. Przyzwyczaiła się już pani do tej roli?

- Nie mam z tym żadnego problemu. Nie czuję żadnej presji. Powiem nawet tak: już się nie mogę doczekać tego startu. Kilka lat temu, przed startem na dużej imprezie, czułam stres.

Do niedawna wciąż dopytywaliśmy, kiedy złamie pani granicę 80 metrów. Teraz trzeba zapytać inaczej. Czy do tego rekordu świata (81,08 m - przyp. TK) można coś jeszcze dorzucić w Pekinie?

- Bardzo bym chciała. Z trenerem Krzysztofem Kaliszewskim analizowaliśmy ten rekordowy rzut z Cetniewa i stwierdziliśmy, że najlepsze rzuty są wtedy, kiedy młot spada jak najbliżej promienia. Tymczasem w tym rekordowym młot wylądował niemal na środku. Gdyby zatem jeszcze dała młot bardziej za plecy, to można byłoby do tej odległości coś dołożyć.

Są zatem jeszcze rezerwy?

- I to mnie bardzo cieszy. To pozwala myśleć o kolejnym rekordzie świata. Nie ukrywam, że pierwsze trzy dni po tym jak pokonałam granicę 80 metrów w Cetniewie były dla mnie bardzo trudne. Emocje nie pozwalały niemalże na nic. Kiedy te jednak opadły, skoncentrowałam się i z jeszcze większą motywacją wróciłam do treningów.

Może pani z kimś przegrać w Pekinie?

- Zawsze można z kimś przegrać. To jest sport. Kiedy startuję, to zawsze wszystkie rywalki traktuję tak samo. Nigdy nikogo nie lekceważę. Oczywiście mam zawsze wytypowane zawodniczki, które mogą być dla mnie zagrożeniem.

Na kogo zatem trzeba będzie uważać w Ptasim Gnieździe?

- Na Chinkę Zhang Wenxiu, która wprawdzie w tym sezonie rzuciła niecałe 72 metry, ale na pewno będzie mocna. Poza tym trzeba uważać na Niemkę Betty Heidler.

Weźmie pani swój młot do Pekinu?

- Nie. Na mistrzostwach świata możemy korzystać tylko ze sprzętu dostarczonego przez organizatora. Z tego jednak co wiem, to mają być tam młoty z polskiej firmy Polanik, a ja zawsze na dużych imprezach rzucam właśnie Polanikiem. To dla mnie szczęśliwe młoty.

Ale za to pewnie wystąpi pani w rękawicy Kamili Skolimowskiej?

- Tak. Mam ją cały czas ze sobą. Pojawiają się już w niej dziury, dlatego muszę ją oszczędzać.

A jak u pani z apetytem przed mistrzostwami świata, bo wiadomo, że lubi pani solidnie zjeść?

- Nie mam żadnych problemów. Mój jadłospis wciąż jest ten sam. Uwielbiam mięso i sobie go nie odmawiam. W ciągu dnia zjadam około czterech kawałków mięsa. Nieważne jakiego. Nie jestem wybredna. I tradycyjnie na śniadanie jajka. Mam nadzieje, że w Pekinie ich nie zabraknie.

Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Eurosport.Onet.pl


materiał źródłowy

 

 

<< powrót

 

Na naszej stronie uzywamy plików Cookies. Aby dowiedzieć się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce, odwiedź stronę polityka prywatności.

  Akceptuję pliki cookies.